Minęła bez większego rozgłosu 200 rocznica urodzin Fryderyka Engelsa, który wraz z Karolem Marksem dokonał naukowego przewrotu w analizie rozwoju myśli lewicowej. Tak jakoś potoczyła się historia, że pomniki Marksa i Engelsa stoją w Niemczech, bo to przecież Niemcy były miejscem ich urodzenia.  Rodzący się w Niemczech, nacjonalizm antyfeudalnej jedności narodowej po epoce napoleońskiej, sprawił, że młodzi redaktorzy musieli emigrować. Głównym ośrodkiem pracy naukowej Fryderyka Engelsa i Karola Marksa stała się bardziej liberalna pod względem narodowościowym, choć zarazem monarchistyczna Anglia - kraj przodujący w rozwoju kapitalizmu.  Wprost chichotem historii jest, że najlepiej rozwinięty wtedy kapitalizm, oparty na bezwzględnym wyzysku klasy robotniczej stał się dobrym miejscem dla rodzących się lewicowych analiz.  Tam właśnie powstał, na podstawie badań socjologicznych środowiska robotniczego – „Zarys krytyki ekonomii politycznej” notabene z pomocą angielskiej żony Engelsa, przedstawicielki tegoż środowiska.

Te rzetelne dane to jeden z tych kamyków, co poruszyły wrażliwą myśl lewicową, żeby wreszcie dać jej wyraz fundamentalnym „Manifestem komunistycznym” autorstwa Karola Marksa

 Nie sama krytyka zastanego układu społecznego była osiągnięciem tego duetu, ale też wskazanie etapów rozwoju ludzkości na podstawie ówczesnych badań archeologicznych i historycznych.

 Typowe wskazania etapów rozwoju ludzkości to: wspólnota pierwotna, niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, w którym żyli a potem socjalizm i komunizm. A była to dobra kwalifikacja, mimo trudności z przyporządkowaniem, chociażby długiej historii starożytnego Egiptu. Co by nie mówić wkład w rozumienie tego procesu dziejowego wnieśli obok rewolucjonistów francuskich, polscy powstańcy - słynni rewolucjoniści XIX wieku w tym gen.  Bem i Jarosław Dąbrowski. Do komicznych wywodów prawdziwości tej logiki dochodziło w środowisku robotniczym często niepiśmiennym lub tylko po wstępnej szkółce zaboru carskiego w ziemi mazowieckiej. Zdarzały się czasem przypadki, gdy prelegent w odpowiedzi na trudniejsze pytania dowodził, że w Polsce nie ma już ani rycerzy, ani krzyżaków, a więc i kapitaliści też kiedyś przeminą.

  Zresztą obaj - Marks i Engels - sympatyzujący, dzięki własnym losom - z Francuzami, Niemcami czy Rosjanami, dopiero po powstaniu styczniowym dostrzegli polski punkt widzenia.

 Obecnie zaś w poczytnej gazecie polskich liberałów i kapitalistów, już w samym tytule artykułu, nadano Fryderykowi Engelsowi znamię „pogromcy kapitalistów”.  Cóż, autorzy wspomnianego artykułu przeminą z nieświadomością biegu historii, tak jak ci historyczni rycerze i Krzyżacy.

Będzie to zasłużona kara za obelgę rozumu i próby ideologicznego przekłamywania faz historii.

Zaś dzieła Marksa i Engelsa pozostaną dorobkiem nauki - podobno jak dzieła Kopernika.

  Symptomy powoli przemijającej materialnej przewagi kapitalizmu dostrzegalne są obecnie jako - emerytalne fundusze pracownicze uczestniczące w grze rynkowej, fundacje, stowarzyszenia, spółdzielczość, działkowcy, wspólnoty mieszkaniowe.

Członkowie PPS, w tym ci z I Brygady i ci z początku III RP, byli często krótkookresowo nazywani „oszołomami”. Ci pierwsi pogonili feudalną Radę Regencyjną tworząc ustrój republikański, nadali prawa kobietom, wprowadzili emerytury i prawa związków zawodowych.  Drudzy, nazwani przez ministra do spraw partii politycznych Aleksandra Halla - „jedynymi sprawiedliwymi” gdy zgłosili się do rewindykacji majątku naszej partii - praktycznie a w zasadzie ideologicznie nie dostali nic.

 Gdy jednak w 1992 roku dwa główne odłamy PPS-u, dostały w swoje ręce podręcznik prywatyzacji z nagłówkiem „od socjalizmu do kapitalizmu” to w obliczu olbrzymiego bezrobocia wspólnie skandowały na wiecu ustami Piotra Ikonowicza pod Ministerstwem Finansów „Balcerowicz musi odejść”. W gronie entuzjastów kapitalizmu spowodowało to panikę i cichą zmianę nazwy tej epoki w III RP - z „kapitalizmu” na eufemistycznie brzmiącą „demokrację”. Z kolei światowy kryzys kapitalizmu w 2008 roku wygenerował w wielu prawicowych i liberalnych środowiskach wygodną nazwę propagandową przeciwko lewicy na określenie czasów PRL - jako „komunizm”.

 Należy jednak podkreślić, że już od początku lat 90, ubolewający nad ogromną prywatyzacją spółdzielczości spożywców, towarzysz Stanisław Szwalbe - tak określił czasy PRL: demokracja ludowa do 1948 roku, pseudokomunizm lat 1949 - 1956, para-socjalizm lat 1957 – 1990 zaś okres po 1990 roku zaś jako darwinowski dziki kapitalizm. To była bardziej prawidłowa kwalifikacja niż ta którą oddano w ręce Lecha Wałęsy a on pominął czasy PRL i nakazał z II RP - przeskoczyć w III RP.

Te skrótowe nazwy współautorów lewicowego spojrzenia niosły w sobie powiązanie za każdym razem stanu gospodarki, świadomości prawnej i ideowej sił wytwórczych oraz przestrzeganie kolejności epok historycznych. Dla środowiska robotniczej Łodzi kolejno w tym stylu działali: Piłsudski drukując przed rewolucją 1905 roku „ROBOTNIKA”, Wachowicz - budując w II RP domy spółdzielcze, Wierucki - w III RP - reaktywując pamięć historyczną tej polskiej i zarazem robotniczej wielkiej aglomeracji i zarazem rolę PPS. W roku 1993 po wspólnym zwycięstwie wyborczym bloku lewicowego SLD i ludowcowego z PSL, była nadzieja, że być może nastąpi to, co zaistniało w po-frankowskiej Hiszpanii - a było obiecane w książce „Socjalizm Przyszłości”.  PPS-owcy mieli nadzieję, że pomoże nam Międzynarodówka Socjalistyczna. Nic z tego nie wyszło, bo zajęta udziałem w rządzeniu zachodnioeuropejska lewica stała się zaledwie lewicą socjaldemokratyczną, a i to o malejącym wciąż udziale w przestrzeni politycznej i coraz słabszym obliczu programowym.  Cóż może powiedzieć na to PPS - kiedy widać, że mimo postępu gospodarczego zbliżyliśmy się do starych krajów UE w sektorze pracowniczym dopiero do poziomu gospodarczego na odległość jednego pokolenia.  Program 500+, wspomaganie opiekunów niepełnosprawnych i pomoc coroczna emerytom to norma socjalistyczna choć o wiele mniejsza kwotowo od podobnych programów w Europie Zachodniej. Program ten był na początku wściekle atakowany przez liberalną prawicę. Jednak Istniejąca w narodzie większość pracowniczego elektoratu powoli uczy prawicę i jej liberalne centrum, że potrzebne i konieczne są takie programy socjalne. Jest to prawidłowa ocena przez nasze społeczeństwo podobnie jak w wielu krajach UE wizji lewicowej Marksa i Engelsa.

Dobrze będzie to utrwalone dopiero wtedy, gdy osiągniemy zachodnioeuropejski poziom gospodarczy i instytucjonalny, a nie jak pragnie skrajna prawica (a w tym Konfederacja) - wrócimy do darwinizacji sektora usług społecznych z początku dzikiego kapitalizmu.

  Niezależnie od znanego zjawiska konfliktu cywilizacji, zgodnie z pracami Huntingtona rozgrywającego się na naszych oczach - przed PPS, jako jedną z nielicznych partii europejskich o programie socjalistycznym i prawdziwie lewicowym, staje zadanie utrzymanie tego socjalistycznego kursu.

Co do naszego stanowiska w stosunku do komunistów, to w czasach przewodniczącego PPS towarzysza Jana Mulaka, trafnie określił na seminarium to prof.  Nicieński, w czasie okupacji jako sympatyk komunizmu uwięziony w obozie koncentracyjnym - a później zmartwiony praktyką „realnego socjalizmu w PRL” - „Dobrze, że istniejecie na marginesie lewicy, bo zauważacie drobniejsze szczegóły niż my zajęci walką o socjalizm. Ale wasze marzenia o rządzeniu to odległość czasowa wielu pokoleń zresztą zgodna z teorią marksistowską”.  Był to oczywiście swoisty skrót myślowy - profesorowi chodziło bowiem o pełną a nie cząstkową interpretację dorobku myśli Marksa i Engelsa - protoplastów naukowej myśli lewicowej.

 

Monika Chowańska         Ryszard Dzieniszewski