Drukuj

Tytuł artykułu jest parafrazą tytułu rozmowy z Profesorem Tadeuszem Klementowiczem opublikowanej w „Przeglądzie” Nr 11/2020 „Kapitalizm w czarnej dziurze. Świat jako obóz pracy”.

W pełni podzielam poglądy profesora, że „Polska tkwi na peryferiach światowego kapitalizmu”. W tym kontekście chcę zwrócić uwagę na zjawiska jakie zachodzą aktualnie w Polsce w dobie pandemii. Początkowe nastoje solidaryzmu społecznego będące cechą ustroju sprawiedliwości społecznej,  szybko ustąpiły  nastrojom wzajemnej izolacji i rywalizacji, które są immanentną cechą klasycznego kapitalizmu .

Na początku Newsem dnia były akcje pomocy dla ludzi którzy nie radzili sobie z problemami jakie stwarzał stan wymuszonej izolacji, czy to na skutek wieku, niesprawności  czy kwarantanny. Powszechne były akcje bezinteresownej pomocy dla placówek i personelu służby zdrowia. Bardzo udane były zbiórki pieniężne na wyposażenie szpitali i  pomoc osobom które nie zachorowały na Covit 19, ale na  skutek epidemii znalazły się w trudnej sytuacji zdrowotnej lub materialnej. Nie brakowało woluntariuszy, szyto masowo maseczki, których brakowało na rynku. Przykłady można mnożyć.

Widmo zagrożenia zdrowotnego, umiejętnie, acz nadmiernie podsycane przez władze spowodowało, że ludzie zaczęli bać się jedni drugich, relacje społeczne zanikają, rośnie poczucie konieczności myślenia przede wszystkim o sobie i obojętność na potrzeby innych. Newsem dnia jest teraz agresja wobec pracowników służby zdrowia, osób odbywających kwarantannę, azjatów itp. Nie bez wpływu jest wytworzona  przez PiS przed kilku laty agresja wobec migrantów, którzy mieli jakoby roznosić choroby.

Widmo recesji i wywołanego nią ubóstwa, w połączeniu z nastrojami izolacji i rywalizacji  wywołuje pragnienie utrzymania własnego stanu posiadania bez liczenia się z kosztami dla innych.

Silnie zaznacza się typowa dla dzikiego kapitalizmu „walka klas” czyli  rywalizacja pomiędzy przedsiębiorcami i pracownikami.

W większości krajów stworzono jednolite programy pomocy dla gospodarki, uwzględniające interesy zarówno przedsiębiorców jak i pracowników. W Polsce , rząd PiS tworzył kolejne „ Tarcze ochronne” dedykowane dla określonych grup społecznych, wyraźnie je wydzielając i wywołując poczucie rywalizacji.

Generalnie w całym tym, dziurawym systemie znikoma jest pomoc  i ochrona pracowników.

Przeciwnie, stworzono zapisy ułatwiające zwolnienia z pracy, zmniejszające prawa pracowników i ich ochronę , zmniejszono prawa związków zawodowych itp. Co gorsze przyjęte rozwiązania mają obowiązywać nawet po ustąpieniu stanu epidemii i powrotu gospodarki do stanu normalnego funkcjonowania.  Priorytetem stał się interes pracodawców, którzy coraz głośniej domagają się pomocy gospodarczej, organizują protesty i nacisk medialny.

Głos pracowników jest niesłyszalny.

Nie jest prawdą wygłaszane przez wielu polityków twierdzenie, że to przedsiębiorcy są źródłem naszych sukcesów gospodarczych w ostatnich  latach. Zysk powstaje z pracy. To wydajna praca jest źródłem dobrobytu.  Sukcesy gospodarcze wynikają z dobrze zorganizowanej pracy, a zadowolenie pracowników, na równi z  organizacją, czyni tą pracę wydajną.

W debacie wyborczej w TVP  dziewięciu spośród dziesięciu kandydatów deklarowało  pomoc pracodawcom. Jedynie Robert Biedroń zajął się pracownikami, deklarując  zlikwidowanie umów śmieciowych, nie wspominając jednak ani słowem o niekorzystnych rozwiązaniach dla pracowników w Tarczy Antykryzysowej.  Spodziewałem się więcej po kandydacie Lewicy.

Programy socjalne PiS nie dotyczyły pracowników, lecz wybranych grup społecznych, bez związku z ich pracą i przydatnością w procesie tworzenia dochodu narodowego.

W Tarczy Antykryzysowej zajęto się grupą samozatrudnionych, którzy są formalnie przedsiębiorcami. Medialnie utwierdza się ich w tym przekonaniu, bez uświadamiania, że tak naprawdę stanowią grupę pariasów wśród przedsiębiorców. Jest to celowe działanie dla wyizolowania ich z klasy pracowniczej, do której faktycznie należą.

Pracownicy, obudźcie się. Zacznijcie walczyć o swoje prawa.  Gdzie sa Związki Zawodowe, dlaczego nie słychać ich tak jak związków pracodawców.

 

Mirosław Nizielski