Mimo tego, że przeżył zaledwie 55 lat, mógłby swoim życiorysem obdzielić co najmniej kilka osób. A każdy z tych fragmentów jest równie ciekawy, zajmujący i niepowtarzalny.

Urodził się w 1963 roku w warszawskiej, a może ursynowskiej rodzinie inteligencji technicznej. Ojciec był lokalnym aktywistą, walczącym o małe, ale ważne dla społeczności osiedlowych sprawy. Ten aktywizm zaszczepił synowi, który w gorącym lecie 1981 kończy VI Liceum im. Reytana i na jesieni rozpoczyna studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W szczytowym okresie solidarnościowej rewolucji Grzegorz przyłącza się do środowiska niepokornych marksistów, socjalistów i wszelakiej maści anarchistów skupionych w Ośrodku Pracy Politycznej „Sigma” przy Socjalistycznym Zrzeszeniu Studentów Polskich. Mimo pozorów to bardzo nonkonformistyczna grupa młodych lewicowych studentów źle widziana przez PZPR-owską władzę, która dla ludzi z Sigmy byłą aparatem wyalienowanej biurokracji, a nie reprezentacją klasy robotniczej. Zdążyli wtedy wydać w nieformalnym obiegu Kautskiego, Bolszewizm w ślepym zaułku, wspomnienia Maksimowa Opozycję Robotniczą, Aleksandry Kołłontaj, Gyorgi Lukasa o Róży Luksemburg, czy Ernesta Mandela, O biurokracji (tę ostatnią tłumaczył młody absolwent prawa Piotr Ikonowicz). Jeśli nie znacie tych autorów to trudno, ominęła was dyskusja o różnych odcieniach lewicy. Z tych kręgów wyszło sporo późniejszych opozycjonistów Krzysztof Markuszewski, Piotr Frączak, Wojciech Lamentowicz czy znany skądinąd prof., Zybertowicz. Tu podziały szły w poprzek. Grzegorz próbował jeszcze tchnąć w Sigmę życie, kierując ją od kwietnia 1982 do października 1983, ale dyskusję dławiono dość brutalnie. To był czas policyjnego prowadzenia dyskusji, dla którego nie było swobody wymiany myśli. Grzegorz przerzucił się na działania w Stowarzyszeniu Samopomocy Studenckiej „Bratniak” w zarządzie (jako sekretarz i I wiceprezes) odtworzonego Samorządu Studentów na Wydziale Prawa. Uczestniczy w kolportażu wydawnictw nielegalnych. Ale to za mało dla Niego. Gdy w 1984 Jacek Czaputowicz jeden z liderów nielegalnego NZS rzuca pomysł zdobywania instytucji legalnych na uczelniach, pojawia się pomysł aktywizowania i przejmowania kół naukowych. Grzesiek staje się współzałożycielem i sekretarzem Międzywydziałowego Koła Naukowego „Wiedza” na Uniwersytecie Warszawskim. MKN „Wiedza” to była prawdziwa wylęgarnia wolnej myśli. Odczyty, debaty, publikacje budowały na nowo środowiska zarówno myśli lewicowej, socjaldemokratycznej, jak również konserwatywno-liberalnej. Potrafiliśmy się pomieścić z taką różnicą poglądów, nie zgadzając się, ale szanując nawzajem. W Wiedzy wydano Zygmunta Żuławskiego, Ciołkosza (co wywołało skandal w cenzurze), Program Radomski PPS, broszury o samorządzie robotniczym w FSO w 1956 roku. Na bazie tej grupy budowało się środowisko skupione wokół „Robotnika” pisma członków MRKS, któremu nieformalnie liderował Piotr Ikonowicz. Po odejściu części redaktorów do prawicowego środowiska „Woli”, Grzegorz budował na nowo środowisko, które nie tylko tworzyło pismo, ale tworzyło nowe środowisko Grupę Polityczną „Robotnik” m.in. Krzysztof Markuszewski, Cezary Miżejewski, Tomasz Truskawa, Joachim Biernacki, ale też Iwona Różewicz czy Małgosia Motylińska.


To środowisko, które organizowało druk, pisało teksty, kolportowało i szukało swojej alternatywy. Grzegorz stawał się coraz bardziej uznanym publicystą znanym bardziej jako „A.G. Rawicki” piszącym o przyszłości i teraźniejszości. W styczniu 1985 współzakładał lewicową Grupę Polityczną „Robotnik”. W tym roku pomaga też w druku i składzie „Robotnika Pomorza Zachodniego”. Gazetę trzeba zredagować na podstawie przesłanych tekstów, uzupełnić, wydrukować, wsiąść w nocny pociąg do Szczecina, zawieść i wrócić następnej nocy. Tego na trzeźwo się nie dało zrobić. Wiem co mówię, bo jeździliśmy razem.
W kwietniu 1985 przystępuje również do Ruchu „Wolność i Pokój”, pacyfistycznej i antymilitarystycznej organizacji, która grupowała zarówno ówczesnych lewaków, jak i takich późniejszych prawicowców jak Jan Maria Rokita i czy Konstanty Miodowicz
Rok później po tragicznej śmierci premiera Szwecji Olofa Palme w zamachu, Grzesiek wpadł na pomysł, że nasze wydawnictwa powinny być sygnowane jako wydawnictwo imienia Olofa Palme. W tym wydawnictwie robiliśmy „Robotnika”, "Osiedlowy Biuletyn Informacyjny” – jedyne osiedlowe pismo podziemne z Bródna, legendarna „Praca-Płaca-BHP”, „Robotnik Mazowiecki”, ale i „Tygodnik Mazowsze”, Tych pism były dziesiątki, a przy większości z nich był przy druku Grzesiek. W 1987 w tym wydawnictwie drukowaliśmy kilkanaście pism zakładowych Solidarności, z Huty, Kasprzaka, FSO. To był moment, gdy środowisko „Robotnika”, wymyśliło „Miesiąc prasy zakładowej NSZZ „Solidarność”". Czyli pomagano działaczom zakładowym wydać pismo, a następnie rozdawaliśmy je jawnie pod zakładami ku osłupieniu policji i straży zakładowej. I pod kilkunastoma zakładami w Warszawie i Wrocławiu się udawało. Choć dwa razy wpadliśmy w zasadzkę pod Kasprzakiem i raz pod wrocławskim Dolmelem. Oba przypadki razem z Grzegorzem.
Zaraz potem zaczęło się odrodzenie na nowo Polskiej Partii Socjalistycznej, co było Jego marzeniem. Bóg raczy wiedzieć, ile spotkań obleciał. Z iloma osobami się spotykał, by zachęcić do odbudowy PPS. I udało się 15 listopada 1987 r. w Warszawie zaczęło się od nowa. Grzegorz jak zawsze sekretarzował, organizował i zagrzewał do działań. I razem usiłowaliśmy wskrzesić niepodległościowy socjalizm z popiołów, mimo różnic koncepcji, temperamentów i doświadczeń. Nasi starsi koledzy szukali raczej dróg legalnych, budowania przestrzeni wolności w zastanej przestrzeni. My wychowani na ideach Sierpnia 80, nie chcieliśmy uznawać antyrobotniczej władzy. Chcieliśmy ją obalić, przekazać fabryki w ręce robotników, a Polskę przekształcić w Samorządną Rzeczpospolitą. Nic dziwnego, że niektórzy widzieli w nas nie nosicieli idei rewolucji sierpniowej, ale podejrzanych lewaków, nawet ba… trockistów. W środowiskach opozycyjnych bliżej było już do rynku, konkurencji. Gdy przyjechała do Polski Margaret Thatcher, jedni ściskali jej dłonie z respektem. A radykałowie z PPS rzucali ulotki „Górnikom polskim i brytyjskim pracy i chleba”. Grzegorz był na fali w sierpniu 1988, wspierał strajk w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, działał w kręgu Komisji Interwencji i Praworządności "Solidarności" Zofii i Zbigniewa Romaszewskich.
Poróżniliśmy się wtedy o przyszłość PPS – nie po raz pierwszy i ostatni -, zaś Grzegorz próbował szukać środka budując Porozumienie Prasowe potem Tymczasowy Komitet Krajowy PPS, ścisłe współpracujący z emigracyjną PPS Lidii Ciołkoszowej. Dzięki jego ciężkiej pracy i determinacji naszych przyjaciół z zachodu udało się doprowadzić do połączenia kraju i emigracji w jedną Polską Partię Socjalistyczną na XXV Kongresie w 1990 roku. Przewodniczącym Rady został Jan Józef Lipski, honorową przewodniczącą Lidia Ciołkoszowa, zaś Grzegorz tradycyjnie sekretarzem Centralnego Komitetu Wykonawczego.
Niestety PPS nie znalazła swojego dobrego czasu. Część ludzi lewicy wolała budować Solidarność Pracy z Ryszardem Bugajem i Aleksandrem Małachowskim. Decyzja o pójściu na listach tej formacji zamiast budowania własnej tożsamości była jednym z najgorszych ścieżek. Część działaczy, która została zepchnięta do drugiego szeregu, poszła na liście Ruchu Demokratyczno-Społecznego Zbigniewa Bujaka. Tam również kandydował Grzegorz. Po wyborach 1991 były następne w 1993 r. Cześć działaczy PPS zdecydowała pójść z Sojuszem Lewicy Demokratycznej wierząc, że podziały historyczne i plemienne powinny odejść do lamusa, a ważny jest program społeczny i gospodarczy. Grzegorz ostrzegał nas, że zerwiemy ze swoją bazą robotniczą Solidarności. PPS uzyskał wówczas 3 mandaty i przetrwał. To on miał rację, a nie my, bo straciliśmy swoją tożsamość, gdy obie strony i tak nas odrzucały.
Dlatego w 1995 roku postanowił odsunąć się od bieżącej polityki. Musiał zresztą walczyć o utrzymanie się na powierzchni. Do 1991 pracował w biurze Komitetu Obywatelskiego przy Przewodniczącym „S” Lechu Wałęsie. Potem przez rok kieruje pracownią składu komputerowego w Fundacji Lekarzy Polskich, następny rok pracuje w dwutygodniku „Firma”, a do 1993 do 1995 organizuje własną mikrofirmę „Ilka–Press”.
W połowie 1995 roku Jolanta Banach pełnomocnik rządu ds. kobiet i rodziny zaproponowała mu funkcję rzecznika prasowego. Po roku postanowił przejść do bliższej mu duchowo pracy. Objął funkcję rzecznika prasowego OPZZ. Niespokojny duch dał o sobie znać już niebawem. W 1998 i 1999 zaczęliśmy wspólnie organizować Ogólnopolski Pracowniczy Związek Zawodowy „Konfederacja Pracy”. Związek, który miał zrzeszać – i zrzeszał – pracowników banków, supermarketów, firm ochroniarskich i firm ubezpieczeniowych, ale i pracowników i byłych pracowników zakładów azbestowych. Jedną z większych akcji była walka z bezprawnym zwolnieniem związkowców z firmy OBI w Warszawie na Okęciu. A założyli Związek, bo nie chcieli przeszukiwania szafek i wzmocnienia BHP w zakładzie, gdzie często dochodziło do drobnych, ale dotkliwych wypadków. Tydzień w tydzień przez ponad pół roku trwały pikiety przed zakładem. Pojechaliśmy nawet do Katowic na otwarcie nowego zakładu, psując humory menadżerom z całego kraju. Zmobilizowaliśmy opinię związków za wielu krajów. I w końcu wygraliśmy. Sąd uznał zwolnienie za bezprawne. Jednym ze zwolnionych związkowców był młody pracownik i student Piotr Ostrowski, który niedawno został wiceprzewodniczącym OPZZ. Po 2001 objął przewodniczenie Konfederacji Pracy i sprawował je aż do 2014, gdy przeszedł na stanowisko wiceprzewodniczącego. Za działalność związkową otrzymał nadawaną przez Głównego Inspektora Pracy odznakę „Za zasługi dla ochrony pracy”.
Gdy trwała akcja okupacyjna pielęgniarek i położnych w Ministerstwie Zdrowia w 2000 roku Grzegorz dzień w dzień zbierał przez bramę materiały z okupacji, składał i drukował pismo strajkowe, które następnie szło na całą Polskę. Robił to kompletnie poza zawodowo z potrzeby oczywistej potrzeby wsparcia koleżanek z Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych.
Ostatnio coraz bardziej chorował i nie był już tak aktywny, jak dawniej. Powrócił w szeregi PPS, gdzie sekretarzował Radzie Naczelnej, kandydował z listy PPS i Zielonych do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku. Działał w Stowarzyszeniu Wolnego Słowa, angażując się w wydawnictwa i konferencje przypominające historię PPS. Za dawną działalność zostały mu „Krzyż Wolności i Solidarności” nadany w 2015 roku i odznaka „Zasłużony Działacz Kultury”.
Zmarł po chorobie, jednak nagle. Na tyle nagle, że dla wielu znajomych i przyjaciół był to olbrzymi szok. Jeszcze tydzień przed śmiercią omawialiśmy plany wydania publicystyki z czasów „Robotnika”, kontynuując przypominanie historii naszej Polskiej Partii Socjalistycznej. Jestem przekonany, że swoim życiem zasłużył na umieszczenie go w panteonie najważniejszych polskich socjalistów. I nie będzie zapomniany. Pamięć o nim będzie ważna dla ludzi. Będzie ważna dla tych, którzy jeśli już nie nadchodzą, to na pewno nadejdą i podniosą na nowo sztandar polskiego socjalizmu.

 

Autor tekstu- Cezary Miżejewski

  Jesteśmy na FB i YouTube                ,                                      Profil OKW na FB