Niejako podobne zagadnienie opisane poprzednio o „zainteresowaniu” developerów terenami spółdzielczymi na Bielanach wystąpiły na Saskie Kępie z linią tramwajową czy też na południowej Woli a konkretnie rejonie Odolan, gdzie próbuje się spychać kolejarzy z posiadanych terenów - coś łączy. Główną rzeczą, która łączy te jak i wiele innych spraw jest brak lokalnych planów zagospodarowania przestrzennego , który był od lat tłumaczony ich komplikacją przy tworzeniu.
Zatrudniono w dzielnicach wielu urzędników ale nie zadbano o pracowników merytorycznych. Błąd ten poza ilością wzbudzanych konfliktów generuje w opinii średniego pokolenia też błędną politykę rozwojową stolicy. Od lat widać tylko zainteresowanie wydawaniem działek pod budownictwo. A przecież ludzie mają różne zdolności, nie tylko do handlu, zarządzania, zawodów wolnych ale też do techniki . Dyskryminowanie są teraz tereny dla zawodów potrzebnych miastu do obsługi infrastruktury ale też tereny pod dla fachowców od przemysłu wysokich technologii . Bazę dydaktyczną i naukową przecież tworzą technika i uczelnie stołeczne. Marnowaniem przez całe jedno pokolenie doświadczenia dużej rzeszy pracowników przemysłu spowodowało alarmującą zapaść w ilości polskich patentów. Tego procesu nie powinniśmy dalej kontynuować.
Czekanie, że aż po kolejnych 50 latach zadziała niewidzialna ręka rynku wygeneruje dziesiątki spraw pozornie odległych. Są to z doświadczeń kilku krajów europejskich takie problemy jak nadmierne ilości katastrof technicznych, oddawanie rynku krajowego w zakresie sprzętu infrastrukturalnego i kolosalne koszty przywrócenia sprawdzonych ścieżek rozwoju.
Przywróćmy Warszawie poszanowanie dla kandydatów na radnych z branż technicznych a wtedy projekty na rozwiązanie szeregu problemów nie będzie miało tak długich terminów.
Ryszard Dzieniszewski





